Czytając tą książkę wciąż byłam w szoku. Tutaj tak wiele rzeczy się dzieje, aż trudno było złapać oddech. Autorka mieszała tutaj sprawy sercowe z wyzwaniami w pracy. Ciężko się czytało o skrzywdzonych dzieciach, odnalezionych zwłokach, zwłaszcza, że agentka również była wrażliwą osobą. To dla pracy pokonywała swoje słabości, mierzyła się z wyzwaniami podczas których sama mogła stracić życie. Motywowała ją sprawiedliwość. Chciała jak najszybciej złapać osobę, która tak bardzo krzywdziła małe istoty. Była wielce zdziwiona, kiedy okazało się, że on sam był ojcem. Nie mogła pojąć jak taki zwyrodnialec żył. I kiedy ta sprawa została już wyjaśniona, została wezwana do kolejnej, dużo, dużo gorszej. Nie mieściło mi się w głowie co zastała na miejscu wezwania. Wychodziło na to, że bomba wybuchła w miejscu, gdzie były ogromne pokłady ludzi i dzieci. Pomyślałam sobie wtedy, ile jeszcze trudów ją spotka i czy pozwoli sobie na wewnętrzny wybuch, gdyż cokolwiek robiła, to zawsze na sto procent. Dodatkowo pomagał jej pies, który bardzo szybko łapał trop i kierował ją w miejsce zagrożenia.To był mocno zgrany duet, bo tak jak i ona wierzyła mu, tak i on robił wszystko o co tylko poprosiła. A trzeba było się spieszyć, by nie doszło do kolejnych nieszczęść.
Momentami kojarzył mi się taki serial ,,Komisarz Alex", tylko tam był mężczyzna i pies. Tutaj agentka była bardzo zżyta ze swoim czworonogiem, gdyż poprzedniego straciła. Mamy ukazaną wielką przyjaźń między nimi i przywiązanie do siebie. Pomimo niekiedy dramatycznych wydarzeń bardzo miło się ją czytało. Historia była taka ludzka i bardzo wciągająca. Postacie nie grały, tylko zachowywały się naturalnie. Wiedzieliśmy z czym się mierzyły, co ich trapiło i jak czasami pragnęli, żeby było już po wszystkim. Ich życie prywatne jest zawarte, ale często muszą je przerywać na rzecz wykonywanego zawodu. Byli bardzo konsekwentni i potrafili motywować czytelnika. Uważam, że to świetny kryminał z dużą dozą sensacji. Nie da się jej czytać na spokojnie, zresztą przekonajcie się sami:-)