Wzięłam to do ręki jako przerywnik przy innej lekturze, ale daję słowo, że nie było warto. Nasza Mniszkówna to przy autorce klasyk, a takiego romansidła dla garkotłuków (bo przyzwoita kucharka by się obraziła) jeszcze nie czytałam. Nagromadzenie słodyczy na poziomie przekraczającym Himalaje, opiewanie biednej, ale pięknej, dumnej i mądrej dziewczyny w stylu beznadziejnym, powieść pisana ku pokrzepieniu czytelniczek niemieckich po I WŚ - żeby się czuły tymi lepszymi niż reszta świata. Nadmiar cnót zarówno bohaterki, jak i obu wzmiankowanych w opisie mężczyzn mówiących po angielsku jest przytłaczający, no ale żeby dorównać niezwykłej damie, reszta też musi być wyidealizowana, ogólnie zgrzytanie zębów.