„Jak wszystkie paragrafy wspierające się na obłudzie społecznej, tak i ten godzi jedynie w biedaków. Jest nieetyczny, bo trafia przypadkowe ofiary pośród dziesiątków tysięcy bezkarnych; jest niedemokratyczny, ponieważ zapewnia przywilej bezkarności tym, którzy i tak są uprzywilejowani.”
Jakie to aktualne! I, gdyby nie ta aktualność, to z ogromną przyjemnością śledziłabym argumenty, przytaczane przez Boya prawie sto lat temu, zwolenników i przeciwników karania za przerywanie ciąży. Jego zdziwienie, że mimo iż „kobieta stała się równowartościowym obywatelem, zajęła miejsce we wszystkich dziedzinach, u wszystkich warsztatów pracy”, „zmieniły się warunki życia”, „zmienił się i stan medycyny”, to nadal obowiązują dawne zapisy prawne: niesprawiedliwe, niedemokratyczne, nie uznające postępu medycyny. „Prawo płodu do życia”, troska o płód większa niż o kobietę czy narodzone dziecko, inne możliwości dla tych, którzy mogą więcej, męska „mądrość” w sprawie kobiet, pomieszanie prawa krajowego z prawami boskimi, chęć przypodobania się najbardziej wpływowym grupom przy tworzeniu prawa itp.
A pamiętam, że w czasach mojej szkoły średniej, właśnie na przykładzie m. in. „Piekła kobiet” jedna z moich koleżanek udowadniała tezę o zdezaktualizowaniu tematyki utworów Boya – Żeleńskiego…
„Przeciwnicy karalności opierają się wreszcie na tym, że płód nie może być uważany za samodzielny organizm, ale za część matki, i że siłą rzeczy ona nim rozporządza. Nie może tu być mowy o zabójstwie. Płód nie jest, przynajmniej w pierwszych miesiącach samoistnym życiem (sam Kościół czynił rozróżnienia między foetus animatus a inanimatus), dlatego też część zwolenników niekaralności pragnie ją ograniczyć do pierwszych trzech miesięcy.”
„Nie jest dzieciobójczynią ta, która sprowadza poronienie, zanim dusza wstąpi w ciało (Non est homicida, qui abortum procurat, antequam anima corpori sit infusa), powiada św. Augustyn.”
"Gdy gdzie indziej prawa się ulepsza lub konserwuje, u nas się je dziś tworzy. Jak się je tworzy? Ot, schodzi się kilku poważnych — och, jak poważnych! — panów, którzy, wchodząc do sali obrad, starają się pilnie zapomnieć o tym, że są ludźmi, że tam, za oknami gabinetu, huczy i pędzi życie, że to, co oni piszą na papierze, to jest pisane na ludzkiej skórze, że to, co dla nich jest przedmiotem kontrowersji prawniczej, jest dla innych nieraz kwestią życia i śmierci. I pichcą sobie od niechcenia te prawa, a to co oni upichcą, w tym potem męczą się całe pokolenia."
"Prawo jest bezsilne; nie może niczemu zapobiec; ale istnieniem swoim wyrządza wiele złego, nie jest obojętne. Bo, piętnując zabieg przerwania ciąży jako zbrodnię, wzbrania go lekarzom, którzy z kodeksem się liczą, ale nie przeszkadza go uprawiać wszelkiego rodzaju partaczom, a wreszcie i samym matkom nie przeszkadza doświadczać na sobie „domowych” środków. Nie przerwie lekarz ciąży (poza wskazaniami ściśle lekarskimi) ani w szpitalu, ani w kasie chorych. Zatem, podczas gdy bogaci znajdą w takim wypadku pomoc lekarską, ubodzy są jej pozbawieni. Ileż z tego powodu wypadków śmierci, ileż ciężkich schorzeń?"