Bardzo czekałam na kontynuację serii od Hanah Kaner. „Niosący słońce” to drugi tom cyklu Upadli bogowie. Niedawno zrobiłam rered pierwszej części i spodobała mi się jeszcze bardziej, niż gdy czytałam ją za pierwszym razem.
Inara oraz Elogast docierają do domu Kissen, by przekazać jej przyjaciółkom smutną wiadomość o jej śmierci. W tym samym czasie władca Middrenu, który nawoływał do zabijania bogów sam zawarł pakt jednym z nich. Gdy to wychodzi na jaw sam ogłasza się bogiem i prezentując swoje niezwykłe serce postanawia pokazać je wszystkim poddanym podróżując przez swoje królestwo i przy okazji wymuszając posłuszeństwo. Elogast poprzysiągł zemstę byłemu przyjacielowi i pragnie go zgładzić. Czy będzie miał ku temu okazję?
To tylko wycinek tego co się dzieje w tej książce. Byłam ogromnie ciekawa jak autorka poprowadzi fabułę. Niezwykłość Inary bardzo mnie zaintrygowała i miałam rację sądząc, że bogowie maczali w tym wszystkim palce. Ciekawa byłam również czy do głosu dojdzie prawdziwa natura Skediego. To jego łaknienie czci oraz podarków czasami mocno u niego dominowało, co powodowało podłe zachowanie dla własnych korzyści. Ale czego się można spodziewać po bożku.. W każdym razie fabuła mocno idzie naprzód choć moim zdaniem pierwsza część jest ciut lepsza. Finalnie autorka zgotowała nam kilka zaskoczeń, których w ogóle bym się nie domyśliła. To sprawiło, że mam apetyt na więcej i bardzo chcę się dowiedzieć jak to wszystko się dalej potoczy.Bardzo cenię sobie poznanie tej historii z kilku perspektyw. Każdy rozdział opowiedziany jest oczami innego bohatera. Trzeba również docenić kreacje świata. Chyba przedtem nie spotkałam się z takim pomysłem na fabułę. Jest w tym coś świeżego i mocno intrygującego. Mam nadzieję, że nie będziemy musieli czekać długo na kolejny tom.