Mateusz i Magda oraz Dagmara i Krzysztof to sąsiedzi, którzy na pierwszy rzut oka tworzą szczęśliwe małżeństwa. Z czasem okazuje się, że Mateusz nie jest szczęśliwy u boku swojej żony, a Dagmara u boku męża. Kiedy oboje spotykają się na sąsiedzkiej imprezie zorganizowanej na ich osiedlu, od samego początku czują, że dobrze czują się w swoim towarzystwie. Pewnego dnia, kiedy Mateusz podczas lotu ociera się o śmierć, postanawia inaczej spojrzeć na otaczający go świat. Biegając codziennie obok domu sąsiadki, decyduje się skorzystać z otwartej furtki i wejść do jej domu, a ona wita go słowami: nic nie mów. I tak zaczyna się ich romans, który na początku opiera się jedynie na seksie. Kiedy oboje decydują się odejść od swoich partnerów, wydarza się coś, co wobec czego stają się bezbronni. Czy miłość budowana na krzywdzie innej osoby ma szansę przetrwać?
Nie wiem, co ja sobie kiedyś myślałam, uważając zdradę za atrakcyjny, romantyczny motyw w książkach, idealizując go nieustannie. Z czasem mi to przeszło i trochę zgrzytam zębami, kiedy podstawą fabuły jest zdrada. A tak właśnie jest w tym przypadku. Autor nieraz mnie wzruszył i poruszył, jego pióro jest lekkie, co powoduje, że przez jego powieści płynnie się milo i przyjemnie. I pod tym kątem ta powieść mi się bardzo podobała. Jednak fabularnie nie do końca. Jest w tej historii, taki moment, który bardzo mnie porusza i powoduje, że na zdradę bohaterów patrzę trochę inaczej, ale nie zmienia to faktu, że nie lubię, kiedy tłumaczy się zdradę. Ode mnie 6/10. Jak pisałam wyżej, do stylu autora nie mam nic, ale rozwój wypadków, zwłaszcza w zakończeniu nie ujął mnie. Połączenie obyczajówki z thrillerem psychologicznym nie do końca tym razem się sprawdziło.
Książka idealnie wpasowała się w wyzwanie czytelnicze z hashtagiem
#klubniespokojnejstarosci organizowanym przez
@zakurzona.biblioteczka i
@lechita92 w kategorii Łysa pała - książka autora, który w jakimś momencie życia był łysy.