Jowita wraz ze swoją siostrą otrzymuje spadek po wujku. Kobiety dziedziczą restaurację w nadmorskim mieście, w często uczęszczanej lokalizacji. Zarządza nią pewien mężczyzna, więc o nic nie muszą się martwić. Główna bohaterka, mimo braku zadowolenia ze strony narzeczonego, absolwenta studiów prawniczych , kandydata na prezydenta miasta, wyrusza na miejsce. A tam czeka na nią niemałe zaskoczenie.
„Miłość w spadku” to świetna historia o tym, ze czasem warto wywrócić swoje życie o 180 stopni, by odnaleźć szczęście. Główna bohaterka pomimo tego, że widziała pewne przesłanki świadczące o braku zainteresowania ze swojego narzeczonego potrzebowała silniejszych bodźców, które pracownice Goldie jej zaserwowały. Sama relacja nowej właścicielki i dziewczyn rozczuliła mnie. Domyślam się, że pracownicami początkowo kierowała chęć urobienia Jowity, jednak bardzo szybko wciągały ją w swoje szeregi i otworzyły przed nią serca. To w tym miejscu w końcu mogła odkryć, ze nie cieszyło jej życie partnerki na pokaz, marzyła o własnej cukierni.
Relacja Jowity i Daniela od pierwszych chwil jest pełna napięcia. Ona jest członkiem rodziny mężczyzny, który przed paroma laty dał Danielowi szanse na nowy start. Jest tez nową włascicielką biznesu Stefana i to od niej zależy, czy wiele osób utrzyma pracę. Nie powstrzymywało to jednak mężczyzny przed doprowadzaniem jej na skraj stabilności nerwowej. Musze mu jednak przyznać, ze w momencie, w którym główna bohaterka potrzebowała jego wsparcia ten stanął na wysokości zadania.
Jeśli szukacie książki obyczajowej z delikatnie nakreślonym motywem romantycznym, beznadziejnym narzeczonym i zwariowanymi kobietami, to „Miłość w spadku” jest historią dla was!