"Nić życia, utkana przez rodzanice w dniu narodzin, wije się i kręci, aby wyznaczyć ścieżkę losu."
Wśród moich licznych zainteresowań czytelniczych, zaraz obok wróżek, elfów i smoków, są słowńskie bóstwa. W sumie to taka nasza rodzima fantastyka.
Czytając wiele pozytywnych recenzji, zdecydowałam się sięgnąć o „Córki boginii Mokosz”. Z tego co widzę to pierwszy tom serii #leszygród.
Od samego początku akcja jest na wysokich obrotach i zaczyna się od dramatycznego przyjścia na świat Łabudki. Dziewczynka jest najmłodszą córką Tomiry i Wyszomira. Opócz niej jest dwóch braci i dwie siostry. Po śmierci ukochanje matki życie rodzeństwa jest bardzo ciężki i finalnie ich losy się rozchodzą. Każde z nich podąża inną, nie łatwą ścieżką. Ale finalnie znowu wszyscy są razem gotowi stawić czoła przyszłości.
Książkę czyta się łatwo i przyjemnie. Mnie może niepochłonęła i niezachwyciła, ale jest duża szansa, że sięgnę po kolejne tomy. Natomiast jak na debiut, to jest bardzo dobrze.