„Las we mnie” to moje pierwsze spotkanie z prozą Jowity Kosiby, skłoniła mnie do niego przyciągająca spojrzenie okładka oraz zamieszczony z jej tyłu opis.
Bohaterką pierwszoplanową jest Sara, wzięta psychoterapeutka, która przez kilkanaście ostatnich lat żyła i praktykowała w Lublinie, jednak z pewnych względów kobieta postanawia wrócić do rodzinnej wioski i domu pod lasem.
Chociaż dla jej otoczenia decyzja o przeprowadzce w leśne ostępy jest mocno niedorzeczna to Sara od początku jest przekonana o słuszności dokonanego wyboru i wynikających z niego działań.
Życie na prowincji toczy się swoim spokojnym, powolnym rytmem. Również tutaj nasza bohaterka zamierza praktykować, bo praca jest dla niej powołaniem, a wszędzie znajdą się ludzie potrzebujący wsparcia.
Tak oto pod opiekuńcze skrzydła terapeutki trafia młoda kobieta – Jaśmina – która kilka lat temu, jako 14 – latka przeżyła pewną traumę, z którą zmaga się do tej pory. Jaśmina jest postacią dosyć osobliwą, żyjącą w całkowitej zgodzie z naturą i mającą własny, pod wieloma względami odosobniony świat. W związku z tym bliscy bardzo często jej nie rozumieją, a przez to nie potrafią do niej dotrzeć. Czy Sarze się to uda? Czas pokaże.
Na kartach książki obserwujemy intrygującą i niezwykle silną relację tych dwóch bohaterek. A oprócz tego opowieść o perypetiach rodziny Sary rozciąga się na wiele pokoleń wstecz, bowiem autorka osadziła ją w latach 1915 – 2019, a wszystko to uję...