Postapo z uderzeniem. Jesteśmy po wielkiej wojnie i nieszczęsnym kataklizmie, gdzie chybione wybory przywódców doprowadziły do anomalii środowiskowej oraz zatrucia planety burząc harmonię rozwoju przez skażenie chemiczno-jądrowe. Biocenoza uległa degradacji, a licznik Geigera wskazuje na radioaktywne odpady. Niemal nie wybiło całej ludzkości - pozostali niedobitki, którzy próbują ułożyć sobie życie po niedawnej awanturze politycznej. Herosami w walce o lepszą przyszłość stają się łowcy - bomb skrywanych głęboko pod pokładem ziemi. Którzy destabilizują ładunki termiczne. Nuklearna zagłada niemal nie pochłonęła rasę ludzką. Nowe pokolenie wychowuje się w warunkach, gdzie przyroda uległa dekapitacji. A puste przestrzenie zajmują większą część terenów. Flegmatyczna, ułożona narracja sprawia wrażenie wyważonej, podkreślając destabilizację atmosferyczną oraz ciszę, która dominuje po rozpadzie narodowym i społecznym. Nowy świat wymusza ostrożność i noszenie kombinezonów w warunkach niesprzyjających ludzkiej syntezie. Otrzymujemy bardzo dojrzały scenariusz, gdzie techniczny język potrafi być przeszkodą dla czytelników, co nie przyzwyczaili się do opisów czy przedmiotów mechanicznych.
Jak na mini-powieść, którą przestudiujemy w jedno popołudnie wymaga nieustannej analizy, a pytania, które lecą w kierunku protagonisty - bezpośrednio celują w stronę czytelnika, bo to od niego będzie zależeć, jak dopowiemy sobie finał i jaki wybór podejmiemy w chwili, kiedy staniemy oko w oko z Głową Kasandry. Kolejna perełka z polskiego podwórka, która z biegiem lat będzie coraz intensywniejsza na mapie ewolucji oraz drenująca ludzkie pragnienia, a aktualność tematu jest porażająca w skali makro. Taksonomia ludzkości w gorejącym słońcu oraz retrogradacja dawnego porządku, który został nadpisany przez niewłaściwe zarządzanie związkami organicznymi. Smutne i przygnębiające, zahaczające o malarski surrealizm i głos sumienia z bombą wodorową na dnie serca.