Dramaty w naszym życiu albo nas umocnią w jakiś sposób, albo spowodują totalne zniewolenie danym wydarzeniem tak, że będziemy kręcić się w kółko, nie mogąc poradzić sobie z tętniącymi w nas emocjami i zaakceptowaniem życia po przykrym zdarzeniu. Jednak to, w jaki sposób bohater podczas rozmów z Trójcą szybko przekonuje się i dochodzi w nim do akceptacji sytuacji jest dla mnie mało wiarygodne. Człowiek po stracie dziecka będzie nosić ból już zawsze ze sobą. To jest coś czego nie da się wymazać z pamięci, amputować. Na pewno potrzeba długich lat, by móc inaczej spojrzeć na przeszłość. I nawet rozmowa z samym Stwórcą nie zniweluje tej wewnętrznej pustki. Pewnie inaczej patrze na to, bo nie obwiniałam sił najwyższych za to co mnie spotkało, więc mnie nie byłyby pomocne takie objawienia.
Z mojego punktu widzenia zawsze wydaje się dziwne, że tam gdzie są winni ludzie upatrujemy braku boskiej opatrzności. Jak słaba musi być nasza wiara skoro zwykle obwiniamy za własne niepowodzenia innych, a za bardziej dramatyczne i niesprawiedliwe zdarzenia samego Stwórcę, choć na co dzień zwykle nawet o Nim nie pamiętamy. W swoim życiu stosujemy często wiarę od święta, uważamy że trzeba pójść do kościoła, żeby się modlić, ale tak naprawdę tylko odhaczamy punkt na liście i wymagamy by świeciło nam słońce.
W pewnym stopniu doceniam tego typu przekaz, który zafundował nam William P.Young, chociaż niezupełnie do mnie trafia jego przesłanie. Możliwe, że potrzeba takich książek, żeby przybliżyć sens wiary, choć ta dla każdego będzie przyjmować inne znaczenie. Wiara, o której głośno się krzyczy zawsze - według mnie - będzie wykorzystywana głownie do manipulacji. Jedynie to co mamy w sercach, to czym kierujemy się w życiu, to jacy jesteśmy względem siebie i jaki dajemy przykład własnym postępowaniem świadczy o prawdziwości nas samych. Wtedy mniej ważne jest to w kogo lub co wierzymy.
Tak sobie myślę, że jak mocno zróżnicowane są oceny tej książki, tak samo różny jest sposób odbioru jej treści. Każdy może odczytać przekaz z "Chaty" po swojemu, względem własnego podejścia do tematu i unieść się na fali przemyśleń.