"Czuj się jak w domu. Chociaż... Może lepiej nie?"
Vera, na zaproszenie umierającej matki, po wielu latach wraca do rodzinnego domu. To tutaj jako mała dziewczynka obserwowała przez dziurkę w podłodze, jak ojciec mordował mężczyzn. Uważał, że są oni potworami i trzeba wyplenić z nich cały brud, dopóki nie będzie za późno. Tak oto z brudu i z krwi i wszystkich innych odpadów narodził się Dom Crowdera.
Już na samym wstępie możemy poczuć atmosferę nawiedzonego domu. Dreszczyk emocji towarzyszył mi z każdym krokiem Very, zupełnie jakby to miejsce ją zaprosiło.
Postać głównej bohaterki została naprawdę bardzo ciekawie wykreowana. Poznajemy dokładnie jej uczucia i myśli. Przedstawiona relacja z ojcem wskazuje, że był on zdecydowanie lepszym rodzicem niż matka, która wręcz nienawidziła Very już od jej narodzin.
Książka porusza też dosyć ważną kwestię, a mianowicie to, jak w oczach społeczeństwa wygląda rodzina seryjnego mordercy. Łatka "córki zabójcy" przylgnęła do Very wszędzie tam, gdzie tylko się pojawiła, nawet po wielu latach od tej tragedii.
"To miejsce skrywa znacznie więcej niż tylko wspomnienia."
Jeśli lubicie się bać albo uwielbiacie atmosferę nawiedzonego domu, to ta pozycja sprawdzi się idealnie na jesienny (zwłaszcza halloweenowy) wieczór.