Rajski romans Nikki i Alexa dobiega końca, ale cóż to by było za zakończenie? Przekorny los lubi trochę namieszać, a pewne okoliczności sprawiają, że drogi tych dwojga ponownie się krzyżują. I bardzo dobrze, bo ciężko było mi rozstać się z nimi już w pierwszej części. Poza tym zostało kilka mrocznych, rodzinnych tajemnic do odkrycia, a co jak co, ale takie zagadki to ja uwielbiam.
"10 000 mil, które nas dzielą" to drugi tom cyklu "Bali". I ten chyba podobał mi się jeszcze bardziej od poprzedniego. Dzieje się tu nieco więcej niż wcześniej, a i bohaterowie mają inne, trudniejsze do pokonania, przeszkody. Kolejny raz jednak to nie głównie bohaterowie, a ich przyjaciele bardziej przyciągnęli moją uwagę i ich wątek był dla mnie ciekawszy. Na szczęście i tu i tu nie brakowało iskrzenia i emocji.
Moim zdaniem jednak potencjał tej historii nie został wykorzystany w 100 % i można było rozbudować niektóre wątki. To, co faktycznie mnie zainteresowało było potraktowane nieco pobieżnie, a autorka skupiła się na nieco przydługich rozważaniach głównych bohaterów. Również zbiegi okoliczności, które pojawiały się w tej historii były momentami zbyt naciągane.
Ma to być jednak romans, który pozwoli na podróż do innej niż nasza codzienność rzeczywistości i to się autorce udało. Te kilka minusów nie sprawiło, że straciłam przyjemność z czytania. Wręcz przeciwnie. To lekka, nieco bajkowa, ale wzbudzająca ciekawość opowieść, która idealnie nadaje się na leniwy, chłodny wieczór. I chociaż fajerwerków raczej bym tu nie oczekiwała to, jeśli szukacie czegoś dla rozluźnienia, to "10 000 mil..." z pewnością się do tego nadaje.
Współpraca z Wydawnictwem Harde.