Cytaty Barbara Rybałtowska

Dodaj cytat
Jak byśmy się do tego nie przygotowali śmierć zawsze nas przechytrzy.
– Wi­dzisz Kasiu – włą­czy­ła się Ha­li­na, nie kry­ją­ca za­zdro­ści o pa­ry­skie sty­pen­dium ko­le­żan­ki i nadal będąc prze­ko­na­ną, że jej się to bar­dziej na­le­ża­ło. – Wy­je­chać jest łatwo, go­rzej wró­cić i za­stać wszyst­ko tak, jak być po­win­no. Świat nie stoi w miej­scu. Ta twoja „szan­sa” dużo cię jesz­cze może kosz­to­wać!
Miała rację jej matka, kiedy mó­wi­ła, że im dłu­żej czło­wiek żyje, tym czę­ściej cho­dzi na po­grze­by.
Ko­niec meczu. Kibic ze łzami w oczach przy­szedł oznaj­mić ko­bie­tom: – Wy­gra­li­śmy dwa do jed­ne­go! Za­wsze tak jest. Kiedy prze­gry­wa­ją, to oni sami, nikt się z nimi nie iden­ty­fi­ku­je. Wy­gry­wa­my na­to­miast my wszy­scy, cały naród, a przede wszyst­kim za­pa­le­ni ki­bi­ce. Pił­ka­rze muszą się dzie­lić zwy­cię­stwem. Ot, los…
– A nie po­my­śla­łaś, Basiu, żeby to, o czym opo­wia­dasz, prze­nieść kie­dyś na pa­pier? Masz nie­zwy­kły dar opo­wia­da­nia. Jeśli po­tra­fisz pisać tak, jak mó­wisz, lu­dzie będą cię czy­tać jed­nym tchem.
– Ach, te nasze mamy! Moja mó­wi­ła tak samo. Co by z nami było, gdyby nie one? – roz­rzew­ni­ła się Basia. – Po pro­stu by nas nie było – po­wie­dzia­ła Kasia. – Bo nie dość, że dały nam życie, to jesz­cze oca­la­ły je po sto­kroć.
A więc wi­dzi­my się po­ju­trze po po­łu­dniu w Ca­ri­ta­sie. Bę­dzie cho­in­ka, dwa­na­ście po­traw i wszyst­ko, co można sobie wy­ma­rzyć.
– No wła­śnie, nie wiem, czy będę mogła. Zo­sta­łam za­pro­szo­na do zna­jo­mych.
– Jeśli tak, to do­brze, ale jeśli wy­krę­ca się pani, jak w roku ubie­głym, to grzech. W Wi­gi­lię nie wolno uni­kać ludzi. To świę­to po­win­no jed­no­czyć, nie dzie­lić.
– Wszy­scy na sta­rość ob­ra­sta­my w wady. Prze­ży­cia tak nas kształ­tu­ją, że cza­sem nie mamy wpły­wu na swoje po­stę­po­wa­nie. – Albo nie chce­my mieć wpły­wu. – Nie wszyst­ko za­le­ży od nas. – Ale dużo. – Tylko w razie po­wo­dze­nia. Kiedy zaś do­pa­da nas fatum… – To fakt – przy­zna­ła Kasia. – Na fatum nie ma rady.
A więc wi­dzi­my się po­ju­trze po po­łu­dniu w Ca­ri­ta­sie. Bę­dzie cho­in­ka, dwa­na­ście po­traw i wszyst­ko, co można sobie wy­ma­rzyć. – No wła­śnie, nie wiem, czy będę mogła. Zo­sta­łam za­pro­szo­na do zna­jo­mych. – Jeśli tak, to do­brze, ale jeśli wy­krę­ca się pani, jak w roku ubie­głym, to grzech. W Wi­gi­lię nie wolno uni­kać ludzi. To świę­to po­win­no jed­no­czyć, nie dzie­lić.
– Witaj, Zofio! No i co ty na to po­wiesz, że Kasia uro­dzi­ła memu sy­no­wi dziew­czyn­kę? – A co ja tu mam do po­wie­dze­nia? Co za­sia­ne, to wscho­dzi…
Ży­jesz więc! Czy wiesz, że wy­cho­dząc z tej ma­ka­bry cało, oca­li­łaś też ka­wa­łek mnie? Bo trze­ba Ci wie­dzieć, że bli­skie nam osoby za­bie­ra­ją­ce się z tego świa­ta spra­wia­ją, że część na­sze­go je­ste­stwa też z nimi umie­ra. Wie­rzaj mi, wiel­ką byś mi uczy­ni­ła pust­kę w domu moim. Wie­rzaj mi, moja mała.
Po­wta­rzam: im bar­dziej Twój luby po­zwo­li Ci oddać się swo­jej pasji, tym wię­cej bę­dziesz mu mogła dać z sie­bie. Bo tylko czło­wiek speł­nio­ny po­tra­fi być hojny w uczu­ciach i czy­nach. Re­zy­gna­cje, znie­wo­le­nia dają tylko zgorzk­nie­nie.
Pa­mię­taj, im wię­cej zo­sta­wia­cie sobie wol­no­ści, in­te­gral­no­ści, in­te­gral­no­ści, im bar­dziej bę­dzie­cie sza­no­wać swoją od­mien­ność i nie­za­leż­ność, tym bar­dziej Wasz zwią­zek bę­dzie udany, mocny i szczę­śli­wy. Trze­ba umieć być sobą, żeby nie prze­grać, będąc z kimś…
Naj­waż­niej­sze jest umieć ko­chać. Co to za szczę­ście, co za dar, co za wy­róż­nie­nie! Jakie wtedy ma się skrzy­dła, czego nie da się zro­bić!
Jeśli tylko bę­dzie nam dane być znowu razem, wszyst­ko po­sta­ram się na­pra­wić. Po­wy­rzu­cam z na­sze­go życia wszyst­ko, co nie­waż­ne, co za­śmie­ca czas da­ro­wa­ny nam.
Wsze­la­ko dy­ry­gent los miał też i dla niej swoją aran­ża­cję.
Wy­nio­słam z tego jesz­cze i tę naukę, że tylko dzie­ciom nie wolno kła­mać, do­ro­słym na­to­miast ucho­dzi to bez­kar­nie.
Kiedy je­ste­śmy dzieć­mi, ko­cha­my ro­dzi­ców bez­kry­tycz­nie, ale do­pie­ro w wieku doj­rza­łym za­czy­na­my ich na­praw­dę ro­zu­mieć.
Po­czu­łam ukłu­cie w sercu i za­wsty­dzi­łam się nagle chwi­li sła­bo­ści, jaka mną owład­nę­ła. Prze­cież żyję, wszy­scy ży­je­my, a póki życia star­cza, wszyst­ko może jesz­cze ulec zmia­nie. Tylko śmierć jest osta­tecz­na.
Odzie­dzi­czy­łam chyba jesz­cze po babci Do­mań­skiej prze­świad­cze­nie, że w życiu udają się je­dy­nie te spra­wy, wokół któ­rych two­rzy się łań­cuch do­brej woli. Chcę wie­rzyć, że teraz tak się dzie­je.
Wi­dzisz Zosiu, my mo­że­my tylko na­kre­ślać plany na­sze­go życia, a potem przy­cho­dzi głów­ny ar­chi­tekt – los i urzą­dza wszyst­ko po swo­je­mu…
– Wiesz Zosiu, roz­my­śla­łam o tym, jak czę­sto przy­pad­ki zmie­nia­ją nasze życie, i wy­da­je mi się, że los je sta­ran­nie ob­my­śla, żeby w końcu po­kie­ro­wać wszyst­kim po swo­je­mu.
I jak tu uwie­rzyć w po­wszech­nie gło­szo­ną praw­dę, że ubó­stwo uszla­chet­nia, kiedy się na wła­snej skó­rze po­zna­ło, jak nędza upodlić po­tra­fi.
Ale ty nie wiesz, że roz­pacz to go­rącz­ka, która albo za­bi­ja, albo za­mie­nia się w smu­tek. A smu­tek to stan chro­nicz­ny, ma ła­god­ną twarz, ale w środ­ku jest bar­dziej nisz­czą­cy niż gan­gre­na. Ty nie wiesz, co to smu­tek…
Po­sta­no­wi­łam jed­nak na nią uwa­żać. Za­wiść może być nie­bez­piecz­na.
Nigdy ni­ko­mu nie można pomóc w roz­pa­czy, jeśli sam nie ze­chce się w niej opa­mię­tać.
Bo można robić rzeczy genialne, ale i tak będą warte tylko tyle, ile znaczą w opinii ludzi, każda twórczość potrzebuje publiczności, inaczej po prostu jej nie ma.
© 2007 - 2025 nakanapie.pl