"Nieważne, że wśród każdego pokolenia tylko nieliczni pojmą i osiągną pełnię człowieczeństwa we właściwym sensie, a pozostali ją zdradzą. To właśnie Ci nieliczni posuwają świat do przodu i nadają życiu znaczenie - i właśnie do nich zawsze kierowałam swoje słowa. Pozostali mnie nie obchodzą. Tym, co zdradzą, nie będę bowiem ja ani "Źródło" lecz ich własne dusze." (z przedmowy autorki)
Lekturę rozpoczęłam z wielkimi oczekiwaniami. I nadzieją, że może i ja w tym gronie nielicznych… Gdy do oczekiwań i nadziei, po kilkudziesięciu stronach, doszło rosnące zainteresowanie rozwojem wypadków, niezłomny bohater, znane prawdy ujęte w zgrabne zdania – pojawiła się radość z trafienia na interesującą lekturę. Radość przedwczesna, niestety.
Książkę, którą opublikowano w 1943 roku, napisała amerykańska pisarka i filozof wywodząca się z rodziny rosyjskich Żydów, Ayn Rand. Zawarła w niej podstawy swojej filozofii oraz ukazała ideał człowieka („Rolą mojej twórczości jest ukazanie ideału człowieka. Moim ostatecznym zamiarem literackim i celem jako takim jest sportretowanie ideału moralnego, a wszelkie wartości dydaktyczne, intelektualne czy filozoficzne zawarte w powieści stanowią jedynie środki wiodące do niego.”)
To opowieść, w założeniu, o bezkompromisowej walce o swoje marzenia, ideały. I główny bohater, młody architekt, jako ucieleśnienie ideału niezależności i uczciwości, przeciwstawiony jest pozostałym bohaterom, będącym ponoć archetypami charakterów ludzkich. Cóż… Nie odebrałam tego tak jednoznacznie. Dla mnie główny bohater daleki był od ideału (odległość od ideału rosła wprost proporcjonalnie do ilości przeczytanych stron), choć oczarowana byłam jego koncepcją sztuki, której punktem wyjścia, narzędziem i celem jest uczciwość. Jego postawa dostarczyła mi sporo materiału do przemyśleń, dyskusji z autorką i sobą😊. Co się zaś tyczy pozostałych bohaterów, to niektórzy ze swoimi wadami i słabościami, wydali mi się bardziej wartościowi, niż „ucieleśnienie ideału”, niektórzy zaś budzili taką niechęć i odrazę, że często skutkowało to chęcią porzucenia książki. Po raz kolejny przekonałam się, że moją postawę czytelniczą obrazują słowa Zafóna z „Cienia wiatru”: „Książki są lustrem: widzisz w nich tylko to, co już masz w sobie”. W innym razie nie potrafię odnaleźć się w świecie bohaterów, nie rozumiem ich tak bardzo, że tracę wątek, czuję się, jakbym nie potrafiła czytać ze zrozumieniem, co skutkuje znużeniem, znudzeniem i chęcią porzucenia lektury.
Nie trafiło do mnie przesłanie autorki. Zupełnie nie do zaakceptowania przeze mnie okazał jej ideał człowieka. Bez tego treść książki nie przedstawiała dla mnie większej wartości. Nie dostałam również spodziewanej dawki filozofii. Nie wzbogaciłam się intelektualnie. Ugruntowałam za to wiedzę o sobie, jako czytelniku.
I na koniec: poległam. Na 382 stronie. Choć już wcześniej spotkanie z bohaterami było poważnie zagrożone rozstaniem. Ostatecznie nie dałam rady przebrnąć przez dziwne zachowanie głównego bohatera i książkowej piękności… Wśród dotychczas przeczytanych stron nie znalazłam wystarczająco silnej motywacji, bym próbowała przetrwać...