Oj chyba nie natrafiłam na książkę odpowiednią dla mnie. Nie chodzi o tematykę, bo tą akurat bardzo lubię i dosyć często czytam, tylko o sposób w jaki została napisana. Wydaje mi się, że opisana jest nieco filozoficznym stylem, który nie zawsze mogłam pojąć. Na względzie są tutaj wierzenia i przekonania opierające się o Jego Świętobliwość Dalajlamę z czym niekoniecznie się zgadzałam, a tam, gdzie uważałam podobnie, podchodziło mi to pod manipulację, choć podobno dobrą dla ogółu. Autorem książki jest psychiatra, który próbuje przetłumaczyć na skalę globalną fakt, że możemy być szczęśliwi, tylko należy zmienić swoje nastawienie oraz poglądy. Podczas rozmów autora z Dalajlamą pada wiele pytań i odpowiedzi, gdzie rozkładając je na czynniki pierwsze, wydawały mi się nie możliwe do osiągnięcia. Oni sami powtarzają, że najważniejsza jest wiara, takie myśli, które codziennie powtarzane zmienią nasz pogląd na świat. To o czym debatowali było naprawdę godne podziwu, bo ich zamiarem było uszczęśliwić wszystkich, tylko momentami wykraczali poza tak wielkie wyobrażenie, po tylu drogach i porównaniach, że nie potrafiłam za nimi nadążyć. Jestem nawet przekonana, że mój mózg jeszcze nie potrafi przetworzyć reguł panujących w świecie, który opisali ze swojej perspektywy. Jeśli zatem jesteś osobą, która pogłębia swoją wiedzę o szczęściu, która nie boi się pisarskich wyzwań, to być może jest to pozycja właśnie dla ciebie, ale jeśli to ma być twój pierwszy podręcznik dla tej wiedzy, to może...