Horror "Szepty w ciemności" jest delikatnie mówiąc bardzo poprawny, chociaż kusi mnie, żeby powiedzieć: aż do bólu schematyczny, prawie jak od linijki. Znajdziemy w nim stary dom, w którym słychać dziwne odgłosy, zaobserwujemy tajemnicze zachowania jego mieszkańców, cienie widziane kątem oka, będzie też skrobanie w okna po nocach i ponury ciemny park, mniam! A w tym wszystkim odnaleźć się musi biedna, pokrzywdzona przez los młoda dziewczyna. Nic, tylko się bać. Niestety, założę się, że prędzej ja wystraszę Was dźwiękiem wiertarki stomatologicznej niż przestraszycie się czytając ten horror.
Całość ma postać opowieści starszej pani, która po latach postanawia opisać swoje przeżycia z młodości, a taki pomysł na horror to raczej niestandardowy chwyt. Początek był naprawdę całkiem ciekawy, gdyż główna bohaterka, Charlotte, miała trudne dzieciństwo i wiele musiała wycierpieć, a my o tym wszystkim oczywiście przeczytamy. Jednak od momentu, w którym trafia ona do domu dalekich krewnych (oczywiście przypadkowo się składa, że to wielki dwór położony na odludziu) prawie wszystkiego można się dość szybko domyślić, stąd tak niska ocena.
Kilka horrorów już w życiu przeczytałam, do tego bardzo lubię klimat starych domostw i czających się w nich tajemnic, ale nawet to nie uratowało "Szeptów w ciemności" w moich oczach. Liczyłam na trochę więcej oryginalności (nadal mam nadzieję, że motyw starego domostwa nie został jeszcze doszczętnie wyczerpany i coś mnie może zaskoczyć).