Początek to scena, jak uczniowie znęcają się nad nauczycielem i ja się od razu pytam, gdzie jest dyrektor, gdzie ochrona pod-emerytalnych pracowników i gdzie sama godność nauczyciela? Przy tym poznajemy bliźniaki, które mają jedną umiejętność i jest ona bardzo naciągana, oczywiście na potrzeby fabuły.
No i zaczyna się źle dziać i klasa staje naprzeciw bieda Klucznika z Wieśka, który chce ich zabić. Zatem cały tom poświęcony jest tej walce... która jest debilna! Przeciwnik co jakiś czas macha łopatą, ale jak fabuła wymaga, to stoi i się paczy. Albo robi inne dziwne rzeczy.
Klasa jest zbieraniną; bezimienną, która ginie jako szlachtujące się krwawo mięso, tych kilku szczęśliwców, którzy zostaną z nami do kolejnego tomu co najmniej (i nawet dostaną imiona!) oooraz bliźniaki. Yami i Yomi, jak do tej pory nie byli jacyś wyrywni do liderowania, tak teraz idą w to pełną parą. Jest jeszcze ta laska, co sporo wie o Podziemiu, ale zamiast szybko streścić, co się może dziać, to nie, robi coś innego. Zamiast od razu chwycić za broń, ci się dają zabijać jak owieczki.
Ale żeby nie było samo narzekanie, to powiem, że podobał mi się pomysł na zabicie Łopaciarza. Nie, że biorę strzelbę, strzelam i finito. Trzeba sposobem i to konkretnym, a jak chociaż trochę od schematu zbłądzisz, to dziada nie zabijesz. No, nawet fajne, bo wymaga od bohaterów myślenia i kombinowania. Tylko czar pryska w chwili, kiedy okazuje się, że do sposobu dojdą, bo ktoś coś wie, a nie metodą prób i błędów.
Nie miałam wygórowanych wymagań i dobrze, bo dostałam przeciętniaka. Od razu skojarzenia z Psyren, Battle Royale i spoko, bo to dobre tytuły, tyle że użyte zapożyczenia są kiepsko wstawione. Chyba wolę wrócić do Psyren albo BR, niż to kontynuować.