Thrillery psychologiczne od zawsze były moją ulubioną dziedziną literatury. Powiedziałabym nawet, że historia została oparta o prawdopodobne wydarzenia, bo główny motyw, który wychodzi na końcu miał już miejsce w rzeczywistości. Nie mogę się do niego odnieść, gdyż zdradza on niemal całą opowieść, dlatego pozostawię was z tym niedosytem. Bardzo spodobała mi się ta historia, gdyż widnieje tutaj kilka czasów, które przewijają się jako rzeczywistość dokonana, senna, oraz teraźniejszość. Cudownym motywem była tutaj miłość rodziców do dzieci, czyli bliźniaczek. Żyliśmy jednak w wielkiej niewiedzy, gdyż akcja poprowadzona została tak, by czuć, że był tutaj ktoś jeszcze. Tym bardziej, że do połowy książki wiemy, że dziewczynki powstały z ciąży trojaczej. Gdzie zatem trzeci płód? Żywię wielki szacunek do akcji, gdyż bardzo trudno jest opisać funkcjonowanie osoby z zaburzonym myśleniem. Tutaj ponownie nie mogę zdradzać konkretnej nazwy, by nie uprzedzić waszych domysłów. Autorka musiała wgryźć się w psychikę wielu osób, gdyż choć znamy tylko perspektywę dwóch bliźniaczek, to jednak na przemian one opisują podobne sytuacje i trzecim okiem jest tutaj dialog jaki prowadzą z tą dodatkową osobą, więc mieliśmy obraz i myśli jego, oraz ich zdania na jego temat. Postacie o tym samym imieniu były momentami przedstawiane jako ich ksywki, lecz gdy dochodziło do konkretnych konfrontacji, to nie wiedzieliśmy o kogo chodziło. Później było to wyjaśnione. Myślę, że cała opowieść ich życia oraz urazu wzięła się od sceny, kiedy bliźniaczki znalazły ciało młodej kobiety nad brzegiem morza. W każdej z nich wywołało to nieodwracalny skutek, ale na różnych płaszczyznach. W ten sposób jedna z nich postanowiła zrobić wszystko, by dowiedzieć się jak tamta zginęła. Dzięki temu lub przez to poznała prawdziwe twarze wielu osób. Niektórzy zakładali maski i za nimi przykładni w uczynkach wykorzystywali naiwność innych. Najbardziej jednak zabolała mnie tutaj postać mężczyzny, który był mężem dorosłej kobiety po przejściach. Akceptował ją taką jaka była, kochał bez względu na wszystko i wciąż do utraty tchu czekał na jej powrót. Totalnie mnie rozczulał, bo stwarzał pozory mężczyzny idealnego, który kocha całym sobą i poświęca się, swoje życie, wszystko co ma tylko dla niej. Może i na początku był nieco podejrzany, ale dopiero koniec wszystko wyjaśnił. Aż czasami się wzruszałam. Ta książka zawarła w sobie wszystko, co zawsze sama chciałam napisać. Poplątana jak rozum wielobiegunowej choroby i wciągająca niczym wody na których płynął Titanic.
,,Jestem zawsze. Dla ciebie. Kocham cię."
Życzę takiej miłości każdemu.
Niesamowicie mnie zaskoczyła. Przeczytajcie i sami oceńcie.