Kolejna książka autora, na którą zdecydowałam się z sentymentu, a także ciekawości, jak opisze polskie realia i tutejszy sposób odkrywania mordercy. Małe miasteczko tuż nad morzem, umiera bardzo rzetelny, praworządny sędzia, przypadkiem tonąc w czasie pływania, choć był w sile wieku i sprawny, na pogrzeb przyjeżdża jego bratanek, młody lekarz z żoną, zatrzymują się w domku stryja, myślą o tym, żeby się przenieść na zawsze do urokliwego i spokojnego miejsca, ale przypadkowy przeciąg i gwałtowne trzaśnięcie drzwi ukazuje dziwną szparę w ścianie... Zaciekawieni młodzi ludzie rozdłubują mur i znajdują.... szkielet....
Cała historia osnuta jest wokół znalezionego szkieletu, ludzi żyjących w miasteczku od czasów powojennych, związanych z nimi rozmaitych tajemnic, całkiem sympatyczna lektura, rozwiązanie odpowiednie do czasów, w których dzieje się akcja, ale przyznam, że mnie najbardziej urzekł domek sędziego, z ogrodem przylegającym bezpośrednio do plaży.....