Po lekturze tomiku „14:57 do Czyty. Reportaże z Rosji” przecierałam oczy ze zdumienia. Pierwszy raz zdarzyło mi się, żeby przeczytać taki bubel z wydawnictwa Czarne. I to jeszcze z serii Reportaże. No cóż, zdarza się najlepszym. Teksty Igora T. Miecika publikowane były wcześniej na łamach tygodnika Polityka. Wszystkie reportaże są krótkie, może nawet za krótkie, bo ledwie zdążyłam zapoznać się z bohaterami, to tekst już się kończył i zaczynał następny. W całym tomiku zabrakło emocji, jakiejś iskry, kozackiego zacięcia Jacka Hugo-Badera. Bo porównanie z Hugo-Baderem nasuwa się samo. Niestety w tym pojedynku Miecik poległ z kretesem. Bo na Rosję oczami Hugo-Badera aż chce się patrzeć, zachłysnąć tym powietrzem, żal mrugać, żeby czegoś nie przegapić. Zarzuca się Hugo-Baderowi, że czyni się bohaterem własnych reportaży. I co z tego, skoro jego postać nadaje im charakteru, a autor trzyma czytelnika w garści, gra na jego emocjach, kieruje nim jak marionetką. Z kolei teksty Miecika są nijakie. Z każdej strony wieje nudą. Reporter nie potrafi przykuć uwagi czytelnika, stopniować napięcia, wodzić odbiorcę za nos. Ciekawe tematy zostały potraktowane po macoszemu, ledwie muśnięte. Czyta się szybko, ale bez większego zainteresowania. Za miesiąc pewnie zapomnę o czym były. A szkoda, wielka szkoda.